Variety Fair 2

W tym miesiącu czuję się niczym Kolumb, którego ktoś uświadomił, że odkrył nowy, nikomu nieznany kontynent. Serce zaczyna łomotać i niebezpiecznie podjezdża do gardła. Och, chwilo nagłej ekscytacji, trwaj wiecznie! A tak serio, to odkryłam dwa blogi, które pochłonęłam, gdy tylko pojawiła się wolna chwila.

I wciąż się nimi ekscytuję…

Pierwszy z nich, to w moim wypadku taki… odgrzewany kotlet. Tylko, że w mojej obecnej sytuacji ten kotlet naprawdę smakuje lepiej, niż za pierwszym podejściem. Mowa o blogu Sary http://www.missferreira.pl/.

Kiedy natrafiłam na niego po raz pierwszy kilka lat temu, poprostu do mnie nie trafił. Wstyd się przyznać, ale był to czas mojego umysłowego marazmu, kiedy bardziej interesował mnie obrazek, niż to, co autorka bloga ma do powiedzenia. Bez szczególnego zainteresowania przeglądnęłam kilka wpisów, a ponieważ prezentowany styl mnie nie porwał, do bloga Miss Ferreiry długo nie wróciłam. Odkąd przewartościowałam treści, jakimi chce poświęcać swój czas i zapragnęłam treści, które będą karmiły mój umysł czymś więcej niż konsumpcyjną papką, rozsmakowałam się w wyżej wspomnianym blogu. Choć styl Sary nie zawsze pokrywa się z moją estetyką, to zawsze pojawia się jakiś element, który mnie zaskakuje i inspiruje.

Osobny akapit chciałabym poświęcić tekstom na blogu http://www.missferreira.pl/. Sara to osoba, której teksty cechują się niespotykanym w dzisiejszym  świecie liryzmem i wielką wrażliwością. Najprostrze sytuacje są ujęte w figury stylistyczne, które sprawiają wrażenie czytania białego wiersza. Czytam wpisy Sary i myślę o wierszach Szymborskiej. Sąsiedzi, kot, garnek, sukienka… Wspaniały liryczny klimat, a wszystko to okraszone prześmiesznymi cytatami trzech pociech Sary.

Blog Sary znalazł się na topowym miejscu w mojej czytelniczej liście z jeszcze jednego powodu: nie wiem czemu, ale żyłam w błędnym przekonaniu, że pojawienie się dziecka w życiu dziewczyny, to kres jej wizerunkowej wolności. Możliwe, że to przeświadczenie wyrosło na opisanej obserwacji: gdy pogoda dopisuje place zabaw okupują krzyczące dzieci i ich mamy, których wygląd często pozostawia często wiele do życzenia… Nie chcę nikogo oceniać, sama dzieci nie mam, więc może łatwo mi się wypowiadać, ale myślę, że nawet na plac zabaw można ubrać się w rzeczy czyste i wygodne, a wyglądające schludnie… Przeciągnięcie po rzęsach tuszem przed wyjściem to również niewielki krok, który jednak dodaje urody. Do niedawna myślałam więc, że z przyjściem na świat dziecka przepoczwarzę się w przysłowiową matkę Polkę, która bezwarunkowo oddana jest swojemu dziecku, przy czym zupełnie zapomnia o „inwestowaniu” we własny wizerunek. Sara całkowicie zmieniła mój pogląd na wizerunek młodej mamy: mama może być zadbana, modnie ubrana, może mieć swoją pasję i może to wszystko łaczyć ze sprawowaniem opieki nad pociechami (u Sary aż trzema!) i oboiwiązkami damowymi i zawodowymi. Jestem pełna podziwu dla energii i pasji, jakimi emanuje autroka http://www.missferreira.pl/. Mając już swoją pociechę będę się na Sarze wzorowała.

1

Kolejna odkryta w październiku perełka to blog http://tattwa.pl/, który odkryłam właśnie dzięki… http://www.missferreira.pl/! Tattwa to blog, którego autorka jest pasjonatką słowa, poruszająca przeróżne tematy i czynnie dyskutująca za swoimi czytelnikami na poruszane przez siebie tematy. Jakość wpisów, rzetelność informacji, klarowne formułowanie myśli oraz zmysł obserwacji wychwytujący najdrobniejsze szczegóły to znaki rozpoznawcze Tattwy. Nawet, gdy nie zgadzam się z tezami, które stawia w swoich dywagacjach, to nie sposób odmówić jej argumentom logiki. Ogromne wrażenie wywarły na mnie również jej dojrzałość i przenikliwość, a poprawność wypowiedzi i jej kwiecistość to niezbite dowody na oczytanie autorki bloga. Sama o sobie pisze, że jest pasjonatką kultury, podróży, a poza tym wciąż poszukuje nowych bodźców – estetycznych i intelektualnych. Szczególnie upodobałam sobie kategorię Moda i Uroda – nikt jeszcze nie rozprawił się z tematem z podobną szczerością i wnikliwością. Moje ulubione eseje to:

– 10 Nanjwiększych banałów na temat mody i stylu – Tattwa bezlitośnie mierzy się z utartymi frazesami, takimi jak: Moda przemija, styl pozostaje, czy opiewającymi ponadczasowość niektórych części garderoby. Jest bezkompromisowa i bez pardonu detronizuje wiele modowych świętości. (link: http://tattwa.pl/2012/11/10-najwiekszych-banalow-na-temat-mody-i-stylu.html)

– Co mnie nie inspiruje, czyli post anty-modowy – w eseju mowa o uwielbianych w świecie blogów szafiarkich mast hevach i szeroko rozumianych inspiracjach. Większości z tych punktów gorąco przyklaskuję i wraz z Tattwą głowię się nad fenomenem niektórych zjawisk podbijających świat mody. Autorka bloga obnaża owe inspiracje powołując się poprostu na zdrowy rozsądek. Gratuluję odwagi – post ten to niewątpliwie rokosz w stosunku do niektórych modowych guru, wyroczni i sezonowych, że tak powiem, musi-mieciów. (link: http://tattwa.pl/2011/09/co-mnie-nie-inspiruje-czyli-post-anty-modowy.html)

– A teraz absolutny hit, którego nie powstydziliby się nawet najkrytyczniejsi publicyści, czyli esej pt. Wojna o blogi, czyli psychologiczno-socjalne ujęcie fenomenu i świata blogów traktujących o tematyce mody i sytlu. Tattwa analizuje nie tylko proces powstawiania bloga, ale też niepisane reguły i kanony piękna, którymi fashion blogi się rządzą. Porusza niewygodny w blogersim świadku temat zarobków, jakie niesie za sobą blogowy sukces, opisuje mechanizmy reklamowe i blogerskie parcie na szkło. Porusza też temat anonimowego hejterstwa na blogach i coraz bardziej chłonnego na opiniotwórczych blogerów przemysłu odzieżowego i designerskiego. Wspaniałe i dogłębne studium fenomenu blogów dot. mody i stylu. Szczerze polecam wszystkim zainteresowanym! (link: http://tattwa.pl/2012/08/wojna-o-blogi.html)

2

W roli kolejnego odkrycia października występuje Avon i kosmetyki z serii Avon Care z mleczkiem pszczelim – krem do rąk oraz krem do twarzy.

Co o produkcie mówi producent:

krem do rąk – Krem zawiera mleczko pszczele, które jest bogate w proteiny i witaminy, które znane jest z właściwości nawilżających, odżywczych i ochronnych. Krem ten wygładza i zmiękcza oraz podwaja nawilżenie skóry i utrzymuje jego poziom przez wiele godzin.

krem do twarzy – Intensywnie nawilżający krem do twarzy z mleczkiem pszczelim i witaminą E. Stworzony specjalnie do pielęgnacji bardzo suchej skóry. Lekki, nietłusty, szybko się wchłania. Hipoalergiczny, testowany dermatologicznie, podwaja poziom nawilżenia skóry. Utrzymuje je przez 24 godziny. Odżywia i chroni.

Co o produkcie mówię ja: Jeśli chodzi o krem do rąk, to zdecydowanie podbił moje serce! Za 100 ml zapłaciłam ok. 4,90 zł (w promocji). Konsystencja to delikatna miodowa galaretka o składzie pozbawionym parafiny, a zawierającym niewielką ilość miodu oraz mleczka pszczelego oraz dużą ilość gliceryny. Krem cudownie pachinie, a dłonie są po nim nawilżone i odżywione przez długi czas, zdają się również gładkie i miękkie. W okresie chłodów niezastąpiony! Na początku użytkowania byłam niezadowolona z jego lepnącej konsystencji i długiego wchłaniania się, dopiero potem zdałam sobie sprawę, że poprostu nakładałam go za dużo, dlatego krem nie chciał się wchłaniać i zalegał na skórze. Bardzo lubie ten krem i stosuje go głównie na noc. Zużyłam już dwa opakowania, a z uwagi na spadające temperatury muszę zaopatrzeć się w kolejne. Jeśli chodzi o krem do twarzy, to ma on ten sam przyjemny zapach, co krem do rąk. Konsystencja również jest podobna, choć wersja to twarzy jest bardziej wodnista, przy czym kosmetyk wale nie traci na wydajności. Cena kremu to ok. 7-10 zł za 100 ml. Jeśli chodzi o mnie, to uważam, że krem fajnie nawilża i w miarę szybko się wchłania i nie jest tłusty. Używałam go na noc zarówno na twarz, jak i na szyję aplikując od razu większą ilośc i sprawdzał się znakomicie. Nie zaobserwowałam procesu rolowania. Opakowanie może nie należy do najbardziej wyrafinowanych, ale jest poręczne i nieduże, co umożliwia łatwy transport specyfiku. Kilka razy użyłam kremu pod makijaż i sprawdził się w tej roli bez zażutu. Zdarzyło mi się również użyć go do innych partii ciała (stopy i dłonie), gdzie sprawdził się też jako krem uniwersalny. Myślę, że w okresie jesienno-zimowy sprawdzi się znakomicie!

IMGP7710

Wraz z nadejściem chłodniejszych dni mam coraz większą ochotę i potrzebę otulania się ciepłem zapachów, których używam. I tak w ręce wpadł mi ostatnio zapach Latin Sensation od AVON (znów ten AVON!), który uznaję za perfumeryjne odkrycie miesiąca.

Co o produkcie mówi producent: Woda toaletowa Latin Sensation to pasjonujący miks ciepłych nut kardamonu, seksownego asmantusa i urzekającego drzewa sandałowego. Zapach ten powstał z myślą o kobiecie, która pragnie poczuć pasję i radość płynącą z tańca. Nuty zapachowe:

– nuta głowy : czerwona pomarańcza, kardamon, czerwone jabłko

– nuta serca: jaśmin, goździk, różowy osmantus,

– nuta bazy : drzewo sandałowe, wanilia, tonka.

Co o produkcie mówię ja: Zpach zdecydowanie dopasowany do jesiennej aury. Cena to około 55 zł za estetyczną buteleczkę przypominającą oszlifowany rubin zawierającą 50 ml magicznie wyglądającego szkarłatnego płynu. Zapach jest słodki, co w szczególności odpowiada mi, gdy otulając się płaszczem i spacerując po złocistych plantach delektuję się jesienią. Trwałość na skórze jest zadowalająca, choć szalik, który otarł się o skórę spryskaną tym zapachem, pachniał nim jeszcze przez kilka dni. Myślę, że jest to zapach raczej na wieczór, bo prócz wyczuwalnej od razu słodyczy ma w sobie również coś kusząco zmysłowego, nie jest jednak duszący, ani mdlący. Jak dla mnie Latin Sensation to kwintesencja jesieni!

IMGP7714

Na dziś to tyle. Październikowe targowisko różności uznaję za zamknięte.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s