Zwykli szczęśliwi ludzie

Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie Riennahera, która zamieściła na swoim blogu tekst Jak być niezwykłym. Jej przemyślenia naprawdę mnie poruszyły, próbowałam ubrać je w zwięzły, błyszczący erudycją komentarz, ale myśli było za dużo, a miejsca za mało. Postanowiłam więc, że poprostu o tym napiszę.

Faktycznie, świat jest jakoś tak dziwnie skonstruowany, że im człowiek młodszy, tym bardziej wierzy w to, że zawojuje świat. W liceum, gdy przeżywaliśmy prawdziwy intelektualny rozkwit myśleliśmy, że możemy wpływać i realnie zmieniać bieg wydarzeń, zmieniać rzeczywistość. Wtedy określenie kogoś niezwykłym nosiło niemal stygmaty obwołania go świętym. Byliśmy bardzo młodzi, pełni pasji i gotowości stawienia czoła całemu światu i wszystkim przeciwnościom. Życie zweryfikowało wszystkie te plany i nadzieje porządnym kuksańcem w żebra. Rodzina, obowiązki praca, brak czasu. Zeszliśmy na ziemię.

W człowieku pęd do niezwykłości jest jednak zakorzeniony niezwykle głęboko i był w nim od zawsze. Już faraonowie wznosząc piramidy chcieli tym samym udowodnić, jak bardzo odstają od reszty społeczeństwa. Historia zna wiele takich person, które swoje działania motywowały potrzebą uplasowania swojego miejsca w historii ludzkości. To, że wiele z nich zapisało się na kartach dziejów i zna je cały świat to jedno, ale metody przez nich stosowane, a nawet przekonanie o własnej boskości, aby wywalczyć sobie status osoby niezwykłej, są niewątpliwym dowodem na to, że pęd do wielkości budzi w człowieku najniższe instynkty. Nie chcę oceniać, czy potrzeba niezwykłości to kwestia próżności i przekonania o swojej wyjątkowości, czy też potrzeba samorozwoju i ukształtowania własnej osobowości.

Nawet w czasach współczesnych ludzie ewidentnie potrzebują niezwykłości. Popatrzmy choćby na blogi: czy ich autorzy opisują głębokie transcendentne przeżycia nachodzące ich podczas mycia toalety? Czy opisują jak bardzo poirytowali się, gdy po wyjęciu rzeczy z pralki okazuje się, że ulubiona bluzka wciąż naznaczona jest wielką czerwoną plamą po soku wiśniowym? Czy przyznają się, że dziś zaspali i przechodząc jak tajfun przez mieszkanie ubrali dziś dziurawą skarpetkę? Oczywiście, że nie. Blogi kreują piękną, estetyczną rzeczywistość, gdzie zawsze panuje ład i porządek, każda potrawa się udaje, a każdy napotkany człowiek okazuje życzliwość i zrozumienie. Wspaniała mitomania naszych czasów, która jednak okazuje się być potrzebna.

A wszystkie filmy o superbohaterach? One również są dowodem na to, że potrzebujemy niezwykłych ludzi. Ironiczny, piekielnie inteligentny i przystojny Tony Stark alias Iron Man, tajemniczy, męski i nieustępliwy Bruce Wayne alias Batman, czy skromny, skryty i oddany sprawie Clark Kent alias Superman… Kochamy ich, śledzimy ich przygody, przeżywamy ból i porażki, ale ponad wszystko podziwiamy i skrycie wierzymy, że w razie potrzeby któryś zawsze przybędzie nam z pomocą. (A gdyby panowie nie mieli gdzie mieszkać, to ja zapraszam…)

imgp3810

Pamiętam, gdy w podstawówce chciałam być dokładnie taka sama, jak moja najlepsza koleżanka: spodnie, trampki, piórnik i okładki zeszytów musiały być takie, jak jej. Moja Mami dostawała przez to szału. Jednak jeszcze nim poszłam do liceum zaczęłam odczuwać potrzebę zaznaczenia własnej odrębności i zdefiniowania własnego ja. Niewątpliwie ma to związek z dorastaniem i kształtującym się charakterem.

O wielkości człowieka decyduje jednak zwykle nie on sam, choć ma na to niezaprzeczalny wpływ. Myślę, że najistotniejsze jest to, jak postrzegamy samych siebie. Wierzę, że pęd do wielkości odpowiednio zrozumiany może być motorem napędowym do bardzo pozytywnych zmian w życiu człowieka. Miałam kiedyś epizod, gdy problemy i przeciwności odebrały mi jakąkolwiek chęć życia. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że albo oszaleję, albo coś w swojej głowie zmienię. Pokochałam wtedy światopogląd Polyanny, który przyjęłam za swój własny postanawiając szukać optymizmu nawet tam, gdzie pozornie go  nie ma, a zamiast narzekań dzielić się z innymi radością. Ale przede wszystkim uśmiechać się do ludzi. Uśmiech przecież nic nie kosztuje. Poza tym wierzę, że to co dajemy innym do nas wraca, chcę więc mieć dobre i szczęśliwe życie, gdzie będą otaczali mnie życzliwi ludzie. Gdy w sobotę rano idę z Bobsonem do piekarni, staram się wymienić kilka uprzejmości z panią sprzedawczynią. Kiedyś, gdy moja siostra była razem ze mną, po wyjściu z piekarni skomentowała: „Rany, jaka ty jesteś miła dla tych ludzi!”. Staram się być miła – wierzę, że dzięki temu i mnie i osobie, której okażę serdeczność choć przez tę krótką chwilę poczuje się lepiej. Ja sama czuję się lepiej. Poprostu staram się tak podchodzić do innych, jak sama chciałabym być przez nich traktowana.

imgp3646

Nie twierdzę, broń Boże, że jestem idealna i powinno się mnie postawić na piedestał z podpisem: ostatni optymista, patrzcie i podziwiajcie. Wciąż walczę ze skłonnością do narzekania, strzelania godnego Oscara focha i ze swoim wybuchowym temperamentem. Staram się jednak każdego dnia stawać się lepszą wersją samej siebie i czerpać radość z drobnych, pozornie nieistotnych spraw (jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało).

Prawda jest taka, że gdyby każdy choć przez chwilę postarał się i okazał innym życzliwość, świat stałby się choć trochę lepszy. Proponuję zacząć od uśmiechu. Jak napisałam powyżej: to nic nie kosztuje.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s