Superwomen are always pretty – „Wonder Woman” review

Kto powiedział, że wypad do kina to domena weekendów? Że niby tylko piątkowy wieczór, sobota, w przypływie szaleństwa może niedziela. Poniedziałek jest równie dobry na wieczorny seans w niemal pustej sali kinowej, jak każdy inny dzień. Może jest nawet przyjemniejszy niż inne dni, bo miło można zacząć cotygodniową walkę z obowiązkami.

Nie ukrywam, że nie jestem kinomanem o wysmakowanych gustach estetycznych. Nigdy nie pociągały mnie tygodnie kina niskobudżetowego, bałkańskiego, węgierskiego, czy afrykańskiego. Osobiście uważam samą siebie za dziecko Hollywoodu, gdzie za kiczowatymi jednak produkcjami okraszonymi serią wybuchów z amerykańską flagą w tle, stoją grube miliony, znane nazwiska i sztab grafików komputerowych.

Ze szczególną słabością jednak podchodzę do filmów o superbohaterach. Komiksowy świat DC i Marvela przeniesiony na wielki ekran to dla mnie zawsze wybór numer jeden (który nie zawsze podzielają inni kinomani, z którymi akurat wybieram się na seans). Nic więc dziwnego, że gdy tylko pojawiła się okazja, aby zobaczyć Wonder Woman z podekscytowaniem popędziłam do kina.

Główna bohaterka, Diana z Themysciry, czyli tytułowa Wonder Woman, wyrosła z komiksowego świata DC Comics, gdzie w raz z Batmanem i Supermanem tworzą trzon Ligi Sprawiedliwości, Justice League. Zainspirowany mitologią grecką i własnymi psychologicznymi przemyśleniami na temat psychologii i umysłu człowieka Wiliama M. Marstona stworzył postać Diany Prince, damskiego odpowiednika Clarka Kenta, alias Sumerman. Marston w postaci swojej bohaterki złożył hołd wszystkim kobietom uznając, że swymi umysłami mogą nie tylko dorównać, ale również górować nad mężczyznami. Miło z jego strony, prawda?

Wonder Woman jest córką ktrólowej Amazonek, które osiadłe na niewidzialnej wyspie, dożyły czasów współczesnych. Diana stała się ikoną walczących feministek ucieleśniając wzór walecznej z niegodziwościami wyzwolonej kobiety wojowniczki propagującej niezależność, poczucie własnej wartości, prawość i odwagę.

Na ekranie w rolę tytułowej bohaterki podziwiać możemy długonogą Miss Izraela 2004 Gal Gadot, którą z powidzeniem możemy uznać za naszą dumę narodową, ponieważ babcia Gal jest Polką mieszkającą w Warszawie. Aktorkę będą też kojarzyć fani serii Fast and Furious, gdzie ramię w ramię z Vinem Dieslem testowała granice wytrzymałości lśniących czterech kółek.  Wróćmy jednak do Wonder Woman. Posągowa piękność potrzebuje tagiegoż partnera. Tutaj w rolę nieustraszonego szpiega Wielkiej Brytanii za linią wroga, Steve’a Trevora, oglądać możemy gwiazdę Star Treka Chrisa Pine, jego ponętne usta i błękitne oczy.

Wonder Woman przełamuje pewien schemat w kinie superbohaterów: bohater nie tylko poszczycić się  może supermocą dorównując kolegom po fachu, ale do tego jest przede wszystkim kobietą! Miła odmiana po stadzie umięśnionych i ociekających testosteronem facetach. Nie żebym miała coś przeciwko, oczywiście! Gal Gadot stworzyła w filmie kreację kobiety silnej, walecznej, odważnej i niezłomnej, ale przy tym dość naiwnej.

Film zaczyna się od nawiązania do poprzedniego filmu Batman vs Superman i przedstawienia Diany Prince żyjącej w czasach współczesnych. Pani reżyser,  Patty Jenkins, serwuje widzowi retrospekcję do dzieciństwa głównej bohaterki, która wiedzie beztroskie życie na tajemniczej wyspie Amazonek. Urzeka dziecięca ciekawość z jaką mała Diana odkrywa własne umiejętności, historię swego ludu i własne przeznaczenie. Płynnie przenosimy się w czasie do momentu, gdy Diana jest już młodą kobietą, która za przyzwoleniem matki i pod czujnym okiem ciotki generała trenuje sztuki walki. Rajski klimat wyspiarskiego życia zostaje zachwiany, gdy do owej arkadii trafia Steve Trevor uciekający przed niemieckim pościgiem. Diana, która mężczyzny nigdy wcześniej nie widziała, okazuje mu jednak umiarkowane zdziwienie i zainteresowanie, a relacje damsko męskie opisuje z naukową wręcz obiektywnością. Diana postanawia towarzyszyć Anglikowi w wyprawie do Londynu, a potem na front wojenny, aby zakończyć żywot boga wojny, Aresa, siejącego nienawiść między ludźmi, ojca waśni, konfliktów i zniszczenia. Steve wywody swej pięknej towarszyszki traktuje jak opowieść nieszkodliwej wariatki biorąc sobie za cel nie dopuścić do produkcji i użycia gazu musztardowego na frontach wojennych.

Oczywistym jest fakt, że Steve i Diana nie pozostaną wobec siebie obojętni i tylko kwestią czasu jest okazanie sobie uczucia. Chrisa Pine wspaniale odnalazł się w sytuacjach komediowych: tłumacząc młodej Amazonce, że niestosowne jest sypianie z kobietą nie pozostając z nią w związku małżeńskim, dbając o to, by nie paradowała pół naga po mrocznych ulicach Londynu, a gdy już odziała się stosownie do ówczesnej mody, by nie epatowała antyczną tarczą i mieczem budząc zainteresowanie wąsatych panów i oburzenie wśród pruderyjnych dam. Mówiąc szczerze, jak na dziewczynę przeniesioną rodem ze starożytnej rzeczywistości, Diana okazuje umiarkowane zdziwienie otaczającym ją nowoczesnym światem. Ba! Jest nawet w stanie rozszyfrować i podać nazwy związków chemicznych zapisane starożytnymi językami… Na tym miejscu gratuluję reżyser fantazji.

Filmy o superbohaterach przyzwyczaiły już widzów do czarno-białej konstrukcji świata, gdzie bohaterowie są albo dobrzy, albo źli. Nie inaczej jest tutaj. Wonder Woman to film bazujący na zderzeniach przeciwstawnych płaszczyzn: świata rządzonego przez kobiety ze światem wyznającym patriarchalne wartości, jasnej rajskiej wyspy z krajobrazem tonącym w błocie i gęstych oparach dymu, bohaterstwie i odwadze z chaosem wojny.

Gal Gadot olśniewa w filmie urodą, włosami, nogami, figurą… OK, olśniewa seksapilem. Sądzę, że żaden facet nie miałby nic przeciwko temu, aby ratowała go TAKA kobieta. To, że bohaterka jest ucieleśnieniem marzeń każdego mężczyzny i kobiety (oczywiście z różnych pobudek) to niejako wymóg marketingowy. Gdyby Diana była otyła, garbata i z wielkimi kurzajkami na twarzy zdecydowanie nie wzbudziłaby entuzjazmu widzów ani fanów komiksów. Sytuacji nie ratowałyby nawet najwspanialsze przymioty i zalety charakteru. Wygląd głównej bohaterki sięga do archetypu piękna rozumianego jako dobro. Piękna bohaterka = dobra bohaterka. Nie ma się co irytować, taki schemat działa od starożytności. Osobiście nie miałabym nic przeciwko temu, aby wyglądać jak Diana Prince. Czy nam się to podoba, czy nie głowne bohaterki są zawsze piękne. A głowne superbohaterki są nie tylko piękne, ale jeszcze bardzo oszczędnie ubrane. Zapewne dlatego, żeby kolejne warstwy odzienia nie krępowały ruchów… 😉

Film zbiera cięgi za patos i według ekspertów kiepskie efekty specjalne. Mnie brakowało tylko jakiejś głębii w uczuciu, które połączyło wojowniczkę z brytyjskim szpiegiem. Osobiście odniosłam uczucie, że bohaterowie jeszcze nie zdążyli się poznać, a re żyser już zmusza Seve’a do podjęcia bohaterskiej, lecz jednak katastrofajnej w skutkach dla niego samego decyzji. Nie ma miejsca na pytanie egzystencionalne, na budowanie nastroju i wzajemne poznawanie. A szkoda, bo możnaby poświęcić kilka scen efektownych wybuchów, aby nie tylko dać odsapnąć trzymanym w napięciu widzom, ale też by bohaterowie mieli szansę zaprezentować głębię własnych charakterów i strukturę otaczającego ich świata.

I choć Wonder Woman nie jest typową historią z happy endem, to jednak głowna bohaterka odnajduje własną drogę i powołanie. W gruncie rzeczy historia Diany z Themysciry chwyta za serce i udowania, że superbohater mimo oczywistego bycia super skazany jest na samotność.

Osobiście film mi się podobał i narobił mi apetytu na kolejne części tej serii. Wiążę z nimi duże nadzieje licząc na szersze rozbudowanie płaszczyzny relacji między bohaterami i światem. Ale spokojnie, dajmy się zaskoczyć.

Reklamy

One Comment Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s