Seaside Travel – Gdynia & Sopot

Ostatni raz nad morzem byłam we wrześniu 2016 roku. Jeden dzień w Międzyzdrojach tylko aby przypomnieć sobie, jak wygląda Bałtyk (relacja z tego wypadu tutaj).

Teraz znów miałam okazję spotkać się z morzem, a to za sprawą mojej Bratniej Duszy, która postanowiła porzucić Kraków i ruszyć w kierunku morskich fal, mew i wiatru. Padło na Gdynię. Gdy więc Monia zaproponowała mi odwiedzenie jej w Trójmieście właściwie zaraz po naszej rozmowie wyszukałam sobie bilety, kliknęłam KUP i dopiero później doszło do mnie, że wypada jeszcze poinformować rodzinę, że gdzieś się wybieram, rozplanować pracę i załatwić całą masę innych organizacyjnych spraw. Raczej nie podejmuję takich decyzji spontanicznie, a tu proszę!

W piątek 28.07.2017 wsiadłam więc o 21:50 w pociąg relacji Zakopane – Gdynia Główna i w sobotę rano byłam już na miejscu. Przez ostatni weekend lipca zawitałam więc nad morzem w Gdyni i w Sopocie. Skupiłyśmy się przede wszystkim na kontakcie z samym morzem, nie na zwiedzaniu ( wierzę, że na to przyjdzie jeszcze czas i okazja). Chyba pierwszy raz byłam w sopocie i zauroczyła mnie architektura i klimat miasta. Mniej natomiast zauroczyły mnie ceny, które znacznie porzebijały te z Sardynii (mam tu na myśli przede wszystkim gastronomię) i tłumy ludzi. Literalnie: TŁUMY. Widząc mrowie ludzkie na zastawionej parawanami plaży przypomniałam sobie, czemu letniego urlopu nigdy nie spędzam nad morzem. To nie tak, że za granicą plaże są puste, absolutnie nie, nie są jednak aż tak zatłoczone, są czystrze, woda też jest czystrza i cieplejsza i nie ma parawanów. To wystarcza. Miło było więc zobaczyć, jak wygląda plażowanie w jednym z najpopularniejszych wakacyjnych miejsc w Polsce, sama jednak na takie spędzanie urlopu bym się nie zdecydowała

TR6

TR3

Pogoda na szczęście nam dopisała. Sobota była naprawdę przyjemna, choć popołudnie było już dość wietrzne i pochmurne, co nie przegoniło nas z Orłowa i z pod klifu. Wieczorem wybrałyśmy się natomiast na spektakl Emigrantka w ramach trzeciej edycji Letniego Festiwalu Pociąg do Miasta Teatru Gdynia Główna. Spektakl odbywał się w plenerze, każdy z uczestników (włączając w to samych aktorów) modlił się, aby wiszące nad nami chmury zaczekały z ulewą aż do zakończenia. Mieliśmy szczęście: dopiero przy owacjach na stojąco z nieba lunął deszcz.

TR7

TR5

TR1

TR2

TR8

TR4

TR10

Do Krakowa wracałam o 18:40 w niedzielę. Miałam więc czas, aby zastanowić się, z jakich powodów sama chciałabym przeprowadzić się nad morze:

  1. Morze samo w sobie jest atutem. Nic tak nie uspokaja, jak widok kołyszących się fal. Natomiast morze w mojej opinii najpiękniejsze jest późną jesienią i zimą. Wiatr, pustka i przestrzeń.
  2. Chciałabym budzić się rano przy krzykach mew.
  3. Zawsze jest gdzie iść na spacer, nadmorski krajobraz codziennie jest inny.
  4. Nie ma piękniejszych (i bardziej romantycznych) zachodów słońca niż te nadmorskie.
  5. Powietrze nasycone jodem, to miła odmiana po krakowskim smogu. Jak bardzo kocham Kraków, tak smog jest jedną z rzczy, których szczerze tu nie cierpię. Tak samo jak braku zieleni.
  6. Architektura Sopotu mnie urzekła, jest w niej coś ze złotego wieku elit II Rzeczpospolitej oraz z ery wiktoriańskiej. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, tak właśnie odbieram Sopot. Mogłabym tam zamieszkać. Choćby na jesień i zimę.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s